Wszyscy mamy mało czasu

zamyślona...

112.

Może to przez Danutę Szaflarską... A może przez Helenę Kmieć... Taki zestaw dnia. Jedna zmarła. Druga miała pogrzeb. Chyba nieważne, jak długo trwa życie. Ważne, jakie jest.

I smutno mi (jak Słowackiemu o zachodzie słońca albo Mickiewiczowi lejącemu łzy nad swą dorosłością), bo nie ma we mnie radości życia i energii. Jak Mendlowi Gdańskiemu "umarło we mnie serce" do wielu spraw. I choć po głowie chodziło mi "Ja nie chcę spać", to dziś wieczorem, wracając z kościoła, przemknęło mi przez myśl, że zazdroszczę np. Witkowi albo Przemkowi czy Helenie (dziwne, że w pierwszej kolejności nie przyszedł mi do głowy nikt z rodziny? Może bardziej chodziło o pokolenie niż o więź?)

Zazdroszczę im, bo chyba tam jest prościej... 

"(...) w niebie, z którego dotąd 
Nie wrócił nikt, bo po co."

I się okazało, że na dziś najlepsza będzie ta piosenka i w tym wykonaniu, z tą lekką szklistością w oczach, z pogodnym uśmiechem Kingi Preis i zębiskami Nowaka ukazującymi się w uśmiechu jednocześnie łobuziackim i wzruszającym.

A zatem: z dedykacją dla tych, co wciąż "pod niebem pełnym cudów" zmagają się z niedoskonałościami w urządzeniu tego świata, co do którego nawet filozofowie nie są zgodni, czy jest on najlepszym (Leibniz) czy najgorszym (Schopenhauer) z możliwych.