Wszyscy mamy mało czasu

chodzi mi po głowie...

99.

Wczoraj wieczorem dostałam od MoniBy link zachęcający do sprawdzenia, czy moja praca mnie przytłacza.

W pierwszym momencie miałam ochotę odpowiedzieć: tak. Sekundę później pomyślałam: czasami. Ale właściwie to nie, nie przytłacza, a przynajmniej nie bardziej niż innych ludzi pracujących w innych zawodach. Przytłacza mnie za to - i to ogromnie - brak szacunku do mojej pracy. Zwłaszcza ze strony osób, które ja szanuję. Do tego naprawdę irytują mnie "zbawienne" rady ludzi, którzy nigdy nie byli na moim miejscu.

Może to głupie, że po prawie dziesięciu latach mam tylko kilkanaście chwil czystego szczęścia i zawodowej satysfakcji i może kilkadziesiąt - wartych wspominania. Czasami wydaje mi się dość żałosne wyciąganie tych wspomnień i pocieszanie się nimi.

Tak. Na co dzień - to raczej dość depresyjny zawód, mocno angażujący i ograniczający życie prywatne głównie do jedzenia i spania.

Ale czasem myślę, że za te parę ważnych chwil, za te kilka spojrzeń ważniejszych niż słowa, za nanosekundy tego błysku, kiedy ktoś łapie, o co chodzi; szczerego komplementu, że dobrze coś wyjaśniłam, otwartych wyznań i wiele mówiących niedomówień (bo nie wszystko musi być powiedziane wprost), za pozdrowienia krzyczane przez ulicę, za 40-minutowe rozmowy w tramwaju; że za to można oddać: godziny upokorzeń, strachu, wstydu, nerwów, poniżenia i niedocenienia, pytań o zarobki, lekceważących spojrzeń i kpiących pół-uśmieszków.

Tak, czasem jest ciężko. I nie komentuję już sportu i odchudzania, kiedy osiągnięciem jest wstanie z łóżka, ubranie się, zjedzenie śniadania, zdążenie na czas do pracy (bo nie mogę się spóźnić 15 minut) i bycie tam pół dnia dla innych - kompetentnym, przygotowanym i uśmiechniętym.

Tak, to wyczerpujące.

Pisząc tytuł tego posta, chciałam sprawdzić, czy istnieje słowo automotywacja [istnieje, choć Word podkreśla, że nie] i tak trafiłam na stronę: "weź się w garść". Tytuł jest dużo bardziej obiecujący niż zawartość, ale da się znaleźć coś sensownego. Choć do mnie dużo bardziej trafia zaczerpnięta z innego artykułu na tej stronie grafika:

 

Jednak - jak dotąd - w kategorii motywacja nie znalazłam nic skuteczniejszego niż ten utwór:

 

Wiadomo:
"Nie rozdziobią nas kruki
Ni wrony, ani nic!"

Może m.in. dlatego, że:
"Nie omami nas forsa [no bo jak? :-)]
Ni sławy pusty dźwięk!"

Do tego:
"Nie zdechniemy tak szybko,
Jak sobie roi śmierć!
Ziemia dla nas za płytka,
Fruniemy w góry gdzieś!"

Tak właśnie jest. Taka to przekora drzemie w ludziach, których zawody znajdują się na wspomnianej już liście 10 najbardziej depresyjnych. No i co? Może to jakaś wersja syndromu sztokholmskiego? (mam nadzieję, że nie ;-) ) A może najzwyczajniej te kiepskie, beznadziejne i słabo opłacane zawody po prostu się lubi. Że to nielogiczne? No i co z tego? ;-)

http://img.zszywka.pl/0/0081/w_0298/cytaty/tylko-wariaci-sa-cos-warci-.jpg